W Szklarskiej Porębie nie sposób się nudzić. W górach chyba nigdy nie można się nudzić, bo wędrówki są już same w sobie nie małą atrakcją, a...

Atrakcje Szklarskiej Poręby - wodospady, dinopark, kolej gondolowa

By | 09:00 Napisz komentarz
W Szklarskiej Porębie nie sposób się nudzić. W górach chyba nigdy nie można się nudzić, bo wędrówki są już same w sobie nie małą atrakcją, a podziwianie górskiej przyrody - czymś cudownym! Ale dzieci, zwłaszcza te młodsze, nie zawsze się zachwycają widokami jak my, dlatego trzeba im zorganizować jakieś atrakcje. A w Szklarskiej Porębie atrakcji nie brakuje!


Jedną z najbardziej znanych atrakcji Szklarskiej Poręby są wodospady. Do pierwszego z nich, czyli do Szklarki, wybraliśmy się z miasteczka na piechotę - szlakiem przez las. Idzie się miło i przyjemnie, droga prowadzi właściwie w linii prostej (nie licząc początkowego zejścia w dół), a po drodze podziwiamy cuda przyrody i wsłuchujemy się w szum potoku Szklarka. Kocham górskie lasy, one są absolutnie zachwycające.




Wodospad Szklarki ma trochę ponad 13 m wysokości, a u jego podnóża znajduje się niewielka platforma, z której można go podziwiać. Tuż przy nim znajduje się schronisko, więc można coś przekąsić jeśli plecak świeci pustką.


Zaznaczyć jeszcze trzeba, że wstęp do Karkonoskiego Parku Narodowego jest płatny (bilet jednodniowy normalny 8zł, ulgowy 4zł) i gdy idziemy od strony Szklarskiej Poręby, możemy po drodze na szlaku zakupić bilet (spotkamy na swej drodze znak, który nam "powie" jak to zrobić), lub też wcześniej dokonać zakupu przez internet.



Nad miasteczkiem góruje Szrenica. Jej ośnieżony jeszcze w maju szczyt, podziwiać można było przy dobrej pogodzie z każdego niemalże miejsca w Szklarskiej. Na Szrenicę kiedyś wejdziemy - jak tylko Oli troszkę podrośnie i będzie w stanie wejść i zejść. Bo wyciągiem krzesełkowym nigdy w życiu nie pojadę.


Drugim wodospadem, który trzeba odwiedzić, jest wodospad Kamieńczyka. Wejście do Wąwozu Kamieńczyka jest osobno płatne - nawet posiadając bilet do Karkonoskiego Parku Narodowego, trzeba tutaj uiścić dodatkową opłatę (8zł bilet normalny, 4zł ulgowy). Przy kasach znajduje się pudło z kaskami. Każdy, kto schodzi do wąwozu musi ubrać kask, dotyczy to również dzieci. Planując majówkę w Szklarskiej Porębie gdzieś czytałam, że nie mają tam małych rozmiarów kasków i żeby zabrać dziecku z domu kask rowerowy. Nie zabraliśmy (zapomniałam) ale na miejscu okazało się, że bez problemu mniejsze rozmiary również są dostępne (a dodatkowo kaski się reguluje).


Dotrzeć do wodospadu można również z miasteczka, ale droga jest sporo dłuższa niż do Szklarki i nie ryzykowaliśmy z trzylatką idącą po nóżkach. Podjechaliśmy na parking, z którego wiedzie prosta droga i dopiero gdy dojdziemy do jej rozwidlenia i skręcimy w stronę wodospadu, zaczynają się schody. A właściwie to wyłożona kamieniami droga pod górę. Musimy pokonać coś około 300 m przewyższenia - co moim dziewczynom bardzo się podobało! Wspinaczka po kamieniach, mimo że musiała zostać przerwana kilkoma chwilowymi odpoczynkami Oliwki, sprawiła im sporo radochy.


Kiedy już dotrzemy na miejsce, możemy albo wejść jeszcze wyżej i przy schronisku Kamieńczyka podziwiać wodospad z góry, albo skręcić od razu do kasy, kupić bilety i zejść do wąwozu. Oczywiście zrobić należy oba te punkty, bo wodospad jest równie niezwykły i robi nieprawdopodobne wrażenie z każdego punktu obserwacyjnego.


My wybraliśmy się najpierw do wąwozu. Mam ogromny lęk wysokości i trochę się tego bałam - tam są bowiem przymocowane do skał platformy, przez które widać wszystko co znajduje się pod spodem. Idziemy nad przepaścią. Pod naszymi stopami rwący potok, a my na platformach przytwierdzonych do skał wąwozu. Miałam cykora, ale okazało się że nie było tak źle. Nie patrzyłam pod nogi, skupiłam się na tym co jest dookoła no i na wodospadzie rzecz jasna.


Wodospad Kamieńczyka ma łącznie 27 m wysokości. U jego stóp można zmoknąć :) Dziewczyny były zachwycone! Zrobił na nich ogromne wrażenie.


Po kilku chwilach wyszliśmy z wąwozu, oddaliśmy kaski i udaliśmy się jeszcze trochę w górę, aby podziwiać ogrom wodospadu z prawie samego jego szczytu. Zjedliśmy lody zakupione w Schronisku, odpoczęliśmy chwilę i ruszyliśmy tą samą drogą w dół.


Podróżując z dziećmi w sezonie nie letnim często szukam noclegu na ostatnią chwilę. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy jakaś nieproszona grypa czy inna choroba nie pokrzyżuje nam wyjazdowych planów. W Szklarskiej Porębie koniecznie chciałam apartament z widokiem na góry, co pośrednio w sumie się udało, bo gdyby stanąć przy oknie i spojrzeć w lewo, widać było góry :) A zatrzymaliśmy się w obiekcie o nazwie Apartamenty Aramika. Cena podobna jak w innych które przeglądałam, a bardzo spodobało mi się wnętrze. Takie klimatyczne. Dziewczyny ukochały sobie huśtawkę, która na drzewie tam wisi. Odpoczywały na niej po całodziennych wędrówkach. Z widokiem na Szrenicę...


Ale nie samymi wodospadami i pięknem przyrody dzieciaki żyją :) Nasz plan zwiedzania Szklarskiej Poręby zakładał również spędzenie czasu w Dinoparku i udało się ten punkt programu zrealizować. Po śniadaniu ustawiliśmy w nawigacji odpowiedni adres i ruszyliśmy w drogę. Ku przygodzie! A raczej ku spotkaniu z dinozaurami.


Bilety wstępu do Dinoparku kosztują 35zł normalne i 30zł ulgowe (dzieci do 90 cm wzrostu wchodzą za złotówkę - przy wejściu do parku znajduje się miarka). Jest też opcja biletu rodzinnego, dwóch dorosłych i dwójka dzieci wchodzą wtedy za 122zł. W cenie mamy wszystkie atrakcje, a czas spędzony w parku zależy tylko i wyłącznie od nas. Po wejściu nasze kroki skierowały się do kina 6d - seans na ruchomych fotelach, z elementami które odczuwamy na sobie, zrobił duże wrażenie na dziewczynach. Przy wejściu do kina dostajemy okulary, które oddajemy wychodząc. Przy okazji możemy zrobić zakupy w dinozaurowym sklepiku.

Co jeszcze zobaczymy w Dinoparku? Galerię iluzji, oczywiście dinozaury które zawsze fajnie się ogląda, zagramy w ogromną wersję chińczyka i twistera, a także będziemy płukać złoto i odkopywać z piasku szkielet dinozaura! Ale to nadal nie wszystko. Przejedziemy się kolejką Flinstonów, możemy do woli chodzić po linowym parku, zjeżdżać na tyrolkach (jest tutaj nawet tyrolka dla maluchów, zabudowana huśtawka zjeżdżająca po linie, pierwszy raz taką widziałam - rewelacja!), skakać na dmuchańcach aż nam się niedobrze zrobi ;) Atrakcji dla dzieci nie brakuje. Dla dorosłych oczywiście nie bardzo, stąd mnie zawsze dziwi czemu bilety normalne w takie miejsca są droższe niż ulgowe, skoro dorosły nie korzysta z tych wszystkich rzeczy, tylko pilnuje dzieci.


A co robić w Szklarskiej Porębie w niepogodę? My odwiedziliśmy wystawę klocków Lego. Nie była ona jakoś mega zachwycająca, a obejście jej zajęło nam dosłownie chwilę, no ale miały dziewczyny atrakcję w deszczowy dzień. Można tam też pobawić się interaktywnymi Lego-zabawkami, a także tworzyć swoje konstrukcje z klocków.


Ale być w górach i nie być na szczycie góry, to się nie liczy. A jako że Oli nie jest jeszcze zbyt wytrawnym górskim wędrowcem i nie dałaby rady wejść po swych trzyletnich nóżkach na samą górę, postanowiliśmy wjechać. Szrenica ma wyciąg krzesełkowy, więc odpadła w przedbiegach (z moim lękiem wysokości w życiu na krzesełka nie wsiądę), pojechaliśmy więc do miasteczka o nazwie Świeradów-Zdrój, skąd na szczyt góry Stóg wjeżdża kolejka gondolowa. Ja oczywiście nie mogłam absolutnie spoglądać za wagoniki i w pewnym momencie po prostu zamknęłam oczy i czekałam na koniec. Ale mi nawet na trzecim piętrze w bloku stojąc na balkonie, miękną kolana i robi mi się niedobrze. Więc wyprawa koleją gondolową to był dla mnie hardkor.



Ale dałam radę, jakoś wjechaliśmy na Stóg w górach izerskich który liczy sobie w metrach n.p.m 1105 i jest pierwszą górą w życiu dziewczyn. Ale nie dane nam było zachwycać się widokami, bo na szczycie góry było totalne mleko. W tak gęstej mgle tylko gdzie niegdzie wierzchołki drzew prześwitywały, ale tych blisko nas.


Zjedliśmy w Schronisku naleśniki, wypiliśmy gorące picie, ubraliśmy czapki, rękawiczki i zaczęliśmy schodzić w dół. Mijając po drodze sporo śniegu! Po jakichś dwóch godzinach oczywiście z przerwami na Oliwki odpoczywanie, dotarliśmy do parkingu. Zakupiliśmy standardowo magnesy na pamiątkę i ruszyliśmy na kwaterę.


Na trasie Szklarska - Świeradów jedziemy Zakrętem Śmierci. Podobno roztacza się z niego fantastyczny widok, niestety nie mogliśmy tego sprawdzić, bo mgła. Następnym razem.


Bo nasza przygoda ze Szklarską Porębą jeszcze będzie trwać. Gdy tylko Oli troszkę podrośnie, wracamy tam i wchodzimy na Szrenicę. Chcieliśmy też odwiedzić Chybotka i wybrać się do Przesieki zobaczyć wodospad Podgórnej, ale nie starczyło już czasu, a raczej pogody. Wszystko to będzie musiało zaczekać na kolejną wyprawę.



Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: